nie-codzienna

Verba volant, scripta manent

Spędziłam dziś urocze popołudnie w szpitalu. Między rejestracją, a właściwym lekarzem, nie badał mnie absolutnie nikt. I tak pod właściwym gabinetem studiując świstki, które dostałam chwilę wcześniej dowiedziałam się, że wcześniej zbadano mi ciśnienie, puls i poziom natlenienia krwi. Chyba oczami przy pulpicie rejestracji :)

Trzy dorosłe osoby w domu, z czego ja podobno mam najlepszy wzrok.

- chodź tu, pies ma kleszcza, musisz jej wyjąć – oglądam, kleszcz ochlany do granic możliwości

- a nie ma dziś jakiegoś weta otwartego? ja pojadę…

- dobra, połóż się, szybko połóż się i giry do góry, jpd jak zwykle nie wiadomo które ratować…

Tak, mogę sobie przeciąć rękę do kości, mogę pomagać facetowi rannemu w wypadku z przednią szybą wbitą w twarz, NIE MOGĘ patrzeć na jakąkolwiek krzywdę psa, bo zaraz mdleję…

Od samego rana kierowniczka się drze jak porypana, na to wchodzi prezes:

- zalatuje tu durczokiem ;>

 

Później się przymila, ja nadal mam ciśnienie

- teraz się nagle lubimy? a jeśli cokolwiek ktokolwiek spierdoli to w pierwszej kolejności należy zadzwonić do mnie i mnie zjebać, tak..?

 

Nie pojęła aluzji, zbieramy się do domu

- czekaj chwilę na swoją kochaną, zawsze sprawiedliwą, umiłowaną kierowniczkę – rozglądam się i pytam

- niby którą? jest tu ktoś jeszcze?

Trochę bawi mnie sposób pojmowania świata przez bardziej konserwatywną część naszych znajomych.

Dziewczyny relacjonują: „Tak sobie pomyślałyśmy, że my-żony, no i ekhm TY (…)„. Wychodzi na to, że nasz  wybitnie konkubencki związek mocno niektórych razi.

Partner/ka to może być do tenisa, a nie w życiu ;)

#paniejakżyć

Na studiach będąc dostałam propozycję przeniesienia się na inną uczelnię pod skrzydła mojego promotora i robienie doktoratu. Aczkolwiek wydawało mi się, że trochę to bez sensu, bo jak będę miała 30 lat to na pewno będę skupiona na mężu i dziecku, a nie karierze naukowej. I miałam rację – wydawało mi się.

Okazuje się, że najbliższy czas będzie trochę drogą przez mękę ze sporymi zmianami na każdej płaszczyźnie. Wszystkiego się spodziewałam, ale nie tego, że w wieku 30 lat będę zaczynała wszystko (lub w wersji bardziej optymistycznej prawie wszystko) od początku.

Jedyny plus jest taki, że mam jeszcze czas żeby się na to nastawić psychicznie i zrobić potrzebne mi kursy.

Chciałam mieć kilka dni wolnego i mam. Mam też neuralgię nerwu trójdzielnego paszczy. W tym miejscu dziękuję moim umiłowanym klientom za nie zamykanie drzwi, logiczne że skoro im w płaszczach jest gorąco to mi rozebranej zeń z całą pewnością też. Przypadłość tą leczy się tabsami, które oprócz działania na zapalenie nerwu są też na wyeliminowanie objawów choroby afektywnej dwubiegunowej – z czego zlewamy z Nim

- tak więc przez najbliższy czas będę do wyrzygu miła

- nie wiem czy ja to zniosę, ja Cię takiej nie znam ;)

W telewizorni wypowiada się pani dyrektor szpitala – w temacie protestów lekarzy – „społeczeństwo dostrzega dziurę budżetową i chce wprowadzenia współfinansowania usług medycznych„.

Nie wiem z jakim społeczeństwem pani dyrektor ma kontakt, bo z mózgiem to chyba jednak nie ma. Ja jako społeczeństwo, któremu pracodawca poskąpił prywatnej opieki medycznej i co miesiąc wypłaca raczej jałmużnę niż wypłatę mogę pani dyrektor szpitala powiedzieć, że społeczeństwo:

1. nie ma hajsu z tej jałmużny na opłacenie abonamentu w prywatnej opiece zdrowotnej

2. co miesiąc notuje znaczny odpływ gotówki na tzw. „składkę zdrowotną”, więc tym bardziej ma w dupie współfinansowanie, mimo tego

3. kiedy jest chore to nie sposób dostać się do jeb***ej przychodni, gdyż trzeba zapisać się 2 tygodnie wcześniej, a skoro nie posiada się zdolności przewidywania przyszłości to zawsze pozostaje

4. opieka nocna i świąteczna, która ochoczo na większość chorób przepisze amoksycylinę, niezrażona sugestią społeczeństwa, że ma wszystkie możliwe skutki uboczne

A mówimy tylko o interniście. Specjaliści z uwagi na czas oczekiwania liczony – wersja optymistyczna – w miesiącach prywatnie.

Społeczeństwo nie zapomni służbie zdrowia kiedy to – gdyby nie znajomości – stanęłoby przed koniecznością ściągania gipsu u prosektora, bo tylko on miał odpowiednie narzędzia i czas, gdyż społeczeństwo nie przewidziało w maju kiedy były zapisy na lipiec, że w czerwcu złamie nogę i po 6 tygodniach będzie chciało zdjąć gips…

Ktoś się nie bał i ukradł mi saszetkę z ojro i paszportem. Najs. Kiedy skończyłam rozpaczać i kurwować pojechałam na komendę pochwalić się własną tępotą*.

- ale my takie zaświadczenia to wystawiamy tylko między 8-16czyli w godzinach dla mnie ni w pipę ni w oko

- w tych samych godzinach pracuję, to ja wypiszę wniosek czy co tam macie, zapłacę, a odbiorę po 16, ok?

- a gdzie pani pracuje?

- <tu pada nazwa>

- aaaa to my ściśle ze sobą współpracujemy :) pani poczeka, widziałem komendanta, wystawię poświadczenie i idę po pieczątkę to darmowe jest, zaraz wrócę - i załatwił, chociaż raz mi się praca do czegoś przydała…

* zakładam, że na sam paszport nie można wziąć kredytu, ale zastrzec zamarzyłam kiedy doczytałam ile będzie mnie kosztowało wyrobienie nowego BEZ notatki z policji – 420 zł, zamiast 140 gdybyście nie wiedzieli

Mikołaj powiedział, że nie zawsze byłaś grzeczna w tym roku, ale dobrze rokujesz na przyszłość, więc dostaniesz prezent akonto ;)

2014-12-07 17.51.46

Poluję na gęś na Św. Marcina. O 12 trzeba wysłać smsa, więc wszystko gotowe i CZEKAM.

11:59:58 wchodzi klient – myślę sobie, chuj, poczeka

11:59:59 już prawie wciskam wyślij, a tu dzwoni do mnie zasrana obsługa klienta

I tak moja gęś się poszła gwizdać. Pominę, że wszyscy dookoła wygrali.


statystyka
  • RSS
  • Blip