nie-codzienna

Verba volant, scripta manent

Pan Brat szykuje się do powrotu do 3miasta.

- będziesz mi musiała pożyczyć torbę do lapsa, bo ja nie mam :)

- w szafie jest, weź sobie

- jpd mniej męskiego koloru już nie mogłaś kupić?!

- młody jeszcze słowo, a zaprawdę powiadam ci, laptopa będziesz wiózł do 3miasta w reklamówce ;>

- nie, no w sumie jak tak na nią patrzę to piękny odcień czerwieni ma ;)

- no, darowanemu koniowi to wiesz…

Jak skutecznie obudzić całą rodzinę z samego rana?

Należy wstać, iść do kuchni wstawić wodę na kawę, przy sprzyjających okolicznościach zrobi ci się gorąco, niedobrze i słabo. Kiedy już zorientujesz się, że za chwilę padniesz udajesz się do pokoju matki, wpadasz tam prawie już na czterech, po omacku, bo czarne plamy przez oczyma skutecznie utrudniają zorientowanie się gdzie jesteś i gdzie są, kurwa, drzwi i oznajmiasz przerażonej twoim widokiem rodzicielce, że „chyba będziesz mdlała„.

Później należy przez kilka godzin wyglądać jak śmierć i wszystkim rośnie opiekuńczość i współczucie.

Kiedy matka opowiedziała mi końcówkę mojej podróży z kuchni do niej to uświadomiłam sobie, że tylko jej refleks uratował mnie przed rozwaleniem sobie skroni o kant szafki kiedy już leciałam na podłogę.

Opowiadam Panu Bratu jak brałyśmy lapsa i się upomniałam o siatę albowiem pod pachą tego tałatajstwa nieść nie zamierzam

- mamy reklamówki po 3 złote – rzekł pan sprzedawca

- ale zdzierstwo, nie wstydzicie się ich sprzedawać w takiej cenie ;) ? – mówiłam, że takt i sprawianie dobrego pierwszego wrażenia to moje mocne punkty

- mamy raty zero procent to chociaż na reklamówkach zarabiamy ;)

- biznes życia pełną gębą ;)

 

- no i puenta jest taka – kontynuuję bratu – że wisisz mi 3 zeta za siatę ;)

- ej ale jak ci oddam te 3 zeta to rozumiem, że siata jest moja Jęzor?

Pan Brat zapragnął nabyć sprzęt na raty, gdyż wystarczającej ilości gotówki nie ma. Problem w tym, że kredytu nie dostanie, gdyż renta rodzinna to żaden dochód dla banku. Uświadomił sobie, że wizja zostania właścicielem prysła, no chyba że siostra się zgodzi wziąć kredyt na sie. Łaskawiem się zgodziła o czym poinformowałam zarazę smsowo

„Załatwiłam Ci kredyt. Dary dziękczynne złożysz w domu jak przyjedziesz po sprzęt.”

Okazuję Ci wdzięczność dozgonną i miłość, o Łaskawczyni ma :D

 

Przy okazji zauważyłam, że doprawdy chyba mamy kryzys albowiem:

1) wysokość odsetek za zwłokę w spłacaniu znacząco od ostatniego razu kiedym się kredytowała wzrosła

2) kiedy poinformowałam pana, że sobie nie życzę ubezpieczenia kredytu (które w sumie gówno daje, a kosztuje), pan stwierdził: „ok„, czym mnie delikatnie zabił, ponieważ ostatnim razem stoczyłam wielką wojnę z panią z banku, ona mi wmawiała, że ubezpieczenie jest obowiązkowe, korzystne i niezbędnie mi do życia potrzebne, a jak nie chce to mam spierdalać, bo kredytu nie dostanę, a ja jej tłumaczyłam, że robić w chuja to ja ją, a nie ona mnie ;>

Gadamy o naszej ciężkiej edukacji, jeszcze tylko dwa egzaminy do końca i obrona, później KONIEC. A idzie nam to jak krew z nosa, albo i gorzej, nie chce się, drastycznie wręcz. Żalimy się na swoją dolę już dłuższą chwilę, po czym Karo przerywa

- wiesz co by zwiększyło nasze szanse na zdanie egzaminu?

- no zabij mnie…

- gdybyśmy przestały napierdalać przez telefon i poszły się uczyć

- oj dobraaaa nooo….

Godzinę później…

-uczyłaś się?

- nie, póki co zdążyłam się przebrać w dres, opracowałaś jakiś mistyczny plan działania?

- tak, skończyłam gadać z Tobą, poszłam się wykąpać, później mnie natchło żeby wpisać w wyszukiwarkę …-ski + egzamin i wyskoczyło, że tego dnia on ma dyżur do 9,30, więc skoro kazał nam przyjechać na 9,15, to w kwadrans nas nie przepyta, tylko da test, a jak da test to nie trzeba się uczyć tylko z dwa razy przeczytać :D

- zajebiście sobie to wykombinowałaś ;)

Pojechaliśmy na występ Cirque du Solei. Przyznaję szczerze – dawno nic mnie tak pozytywnie nie zaskoczyło. Wiadomość o tym, że mamy jechać do cyrku przyjęłam mocno sceptycznie, bo najmłodsi już nie jesteśmy, cyrk to w sumie żadna rozrywka, cyrk bez zwierząt to już w ogóle jakiś dziwny twór.

Ponad dwie godziny zafascynowana i autentycznie zaangażowana oglądałam wspaniały, wyjątkowy spektakl sztuki cyrkowej. To był czas kiedy rzeczywiście można było zapomnieć o problemach, świecie zostawianym poza Ergo Areną, chłonąć z wielką przyjemnością przedstawienie i znowu na chwilę poczuć się dzieckiem śmiejącym się aż do bólu mięśni brzucha :)

Dawno, o ile kiedykolwiek, nie widziałam nic równie interesującego. Z występu wychodziłam żałując, że to już koniec, bo było naprawdę warto jechać, zobaczyć, przeżyć to :)

Ona przywiozła mi w akcie łaski swej ogromnej notatki.

- w zasadzie czemu to ja ci przywożę notatki?

- bo jest zimno i mi by się nie chciało do ciebie po nie jechać ;)

- mhm, wobec tego czuję się delikatnie wydymana przez ciebie ;> masz może jeszcze jakieś życzenia?

- no tak się właśnie zastanawiałam czy nie chciałabyś mi wynieść śmieci, wiesz śmietnik masz po drodze na parking, śmieci są już spakowane, a jak już wspominałam na dworze jest tak zimno… ;)

Wzięła i wyniosła. SERIO :)

Ona opisuje mi jakąś paranoidalną sytuację z gatunku spychania odpowiedzialności za własny los na osoby trzecie

- No i ona oczywiście nic sama nie potrafi załatwić tylko my jej mamy koło dupy skakać, tak? To taki wkurzający przykład wyuczonej bezradności społecznej ;>

- jpd jakich ty dzisiaj mądrych słów używasz ;)

- a jak, skończyłam socjologię, żadnego pożytku z tego nie ma to chociaż słownictwo sobie wzbogaciłam ;p

Kaczyńska polubiła tekst Ziemkiewicza krytykujący działalność WOŚPu.

No faktycznie – jeśli ktoś dostał 1,5 mln odszkodowania za śmierć rodziców to zakładam, że w razie potrzeby będzie go stać na to żeby własne dzieci leczyć prywatnie, ba! nawet kupić im sprzęt medyczny (np. wcześniej wspomniane pompy infuzyjne). Jednakże statystycznego polaka nie stać na takie wydatki i przychodzi nam korzystać ze sprzętu zakupionego z naszych pieniędzy przez tego niedobrego Owsiaka, którego tak łatwo się krytykuje kiedy ma się duży komfort finansowy.

Prawdą jest, że akcja charytatywna zastępuje to co powinno zapewnić nam nieudolne w temacie lecznictwa państwo. Aczkolwiek temu nie jest winny Jurek.

Ziemkiewicz pisze:

Orkiestra od pewnego czasu bynajmniej nie zachęca już Polaków do wrażliwości na cudze problemy, ale przeciwnie. Z badań widać jasno, że rzucenie grosika kwestarzom Orkiestry jest dla większości odfajkowaniem tematu „dobroczynność” na cały rok.

Nie wiem o jakich badaniach mówimy, ale zwróćmy uwagę na jeden podstawowy widoczny gołym okiem fakt – niemalże co roku orkiestra zbiera coraz więcej pieniędzy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na stronie WOŚPu można odnaleźć sprawozdania finansowe z całego okresu działalności fundacji. Co więcej można w KAŻDYM szpitalu na własne oczy zobaczyć, że naprawdę te pieniądze idą na potrzebny sprzęt. Są fundacje, które sprawozdań finansowych nie udostępniają, wymiernych efektów z ich działalności nie widać, a jakoś nikt związany ze środowiskiem pisiorów się z tego powodu nie oburza, co więcej czynnie wspiera głównego prowodyra bezprawnych zbiórek. Tak, oczywiście, piję do rydzyka i jego działalności.

Kolejny finał WOŚP trwa.

Nawet 70% aparatury w szpitalach na oddziałach dziecięcych pochodzi od – tak naprawdę – nas. Z jednej strony jest to chore, bo to państwo powinno opiekować się tymi, którzy tej pomocy najbardziej potrzebują. Z drugiej strony skoro tego nie robi w wystarczającym stopniu, a my możemy pomóc, to dlaczego nie.

Powtarzałam to milion razy, powtórzę i milion pierwszy – sama byłam leczona za pomocą tej aparatury. Każdy z nas zna kogoś kto korzystał ze sprzętu WOŚP. Bardzo bliska mi osoba miała zapewniony komfort umierania w domu, wśród najbliższych, w bardzo kameralnych, intymnych warunkach dzięki pompie infuzyjnej, za pomocą której dostawała kolejne dawki morfiny. Gdyby tej pompy szpital nie otrzymał, to nie miałby możliwości wypożyczenia jej do domu, tym samym ta osoba musiałaby odchodzić w szpitalu. A nie ujmując lekarzom, ani pielęgniarkom – nikt nie zaopiekuje się chorym tak bardzo jak własna rodzina, chociażby z braku czasu, wszak ta najważniejsza dla nas osoba nie jest jedynym chorym na oddziale, który potrzebuje uwagi i opieki…

Skoro możemy pomóc, nawet najmniejszą kwotą wesprzeć inicjatywę Owsiaka, to pomóżmy. Tak naprawdę nigdy nie wiemy czy my sami nie będziemy musieli skorzystać z pomocy sprzętu, którego zakup dziś współfinansujemy.

statystyka
  • Blip