W ostatnim tygodniu 5 na 5 dni pracowniczych robiłam sobie make up. Co jest dokonaniem albowiem: a) ja się z zasady nie maluję, b) a nawet jeśli to nie tuż po 5 rano w obawie o to, że mogłabym wydziobać sobie oko. Jeśli połączyć to z faktem, że w ostatnich dniach przeraziły mnie artykuły o: a) przedwczesnej menopauzie u coraz większej ilości młodych kobiet (dziękujemy Twojemu Stylowi, który uświadomił mi, że można mieć menopauzę w wieku 30 lat i jest to coraz bardziej powszechne zjawisko), b) coraz gorszej jakości nasienia u polskich mężczyzn (a ja tak jakby mam głęboko zakorzeniony patriotyzm w tej kwestii). Do tego uświadomiłam sobie dziś popierdalając na rolkach, że dajmy na to za 10 lat nie będę już w fantastycznej formie i być może nie nadążę za moim potencjalnym potomkiem…
Do tego krem na zmarszczki podobno trzeba stosować od 19 roku życia, czyli jako że takowy zakupiłam niedawno pozostaje mi tylko mocne ściąganie włosów gumką, żeby mu się twarz naprostowała.
Borze, starzeję się i mi się tylko wydaje, że wciąż mam 25 lat. A było to już kilka lat temu.











