statystyka

księga gości

2009
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień

277.

Oczywiście śniło mi się dziś, że złapałam świńską, z zapaleniem płuc włącznie. Obudziłam się bardzo przyjaźnie nastawiona do świata, zwlekłam się z łóżka i polazłam do pracy.

Czuję się jakby mnie ktoś wyprał, odwirował x1100 i wywrócił na drugą stronę. Chyba sobie kupię jakieś witaminy, albo zmienię pracę.

A tak poza tym to wydaję mi się że mój cot od czasu kiedy to się upasł (a raczej został upasiony z pomocą padre) zmienił imię. Od pewnego czasu reaguje tylko na lodówka, co niesamowicie bawi całą rodzinę. I jak ja mam to zdrabniać kiedy się głaszczemy?

Lodzia chodź się pomiziamy?!  

 

Coś jeszcze mi się przypomniało, co świadczy o zbliżającym się końcu świata. Otóż mi - miłośniczce jazzu i muzyki klasycznej - spodobała się nowa piosenka Lady Gaga...

 

Jakby powiedział brat mój - żal.pl


nie-codzienna 2009-11-18 17:41:19 skomentuj (1)
276.

Ostatnie doniesienia epidemiologiczne nie nastrajają mnie optymistycznie, tym bardziej że podróżując komunikacją miejską, czy studiując stykam się z wieloma osobami (niekoniecznie zadbanymi vide pani z wszami wielkości szczurów zapierdalających jej po włosach...). Z czego większość oczywiście usmarkana do kolan, ale do pracy/szkoły twardo jedzie... Aczkolwiek panikować nie wypada, tak? No to nie panikowałam, on zaczął pierwszy, bo pracuje w służbie zdrowia i na bank załapie świńską. No to zajebiście, jak on coś złapie, to nie ma bata żebym i ja nie złapała. Ale ponownie włączyłam opcję don't panic, dodatkowo wspomaganą herbatką melisowo-gruszkową. I byłoby dobrze gdyby nie dzisiejsza podróż do pracy. W oknie Rossmanna wisi reklama bakteriobójczego płynu dezynfekującego do łap. Na pół witryny, bardziej oczojebnie się nie dało.

To by było na tyle w temacie braku paniki.


nie-codzienna 2009-11-17 19:22:28 skomentuj (6)
275.

Jesteście ciekawi cóż się z baranem stało? Nie przestał jeszcze przepraszać, kajać się i żałować tego co zrobił. Powiedzmy że zostało mu wybaczone, ale nie zostało zapomniane. Więcej pisać nie będę na ten temat, pozaklinam rzeczywistość milcząc.

Ta cała historia uświadomiła mi jedną ważną związkową rzecz o której tu nigdy nie pisałam kiedy ta miała miejsce kilka dobrych miesięcy temu. Kiedy byłam z Mr Eksem nie rozmawialiśmy ze sobą nigdy tak szczerze jak rozmawiam z obecnym teraz. Z Mr Eksem przeprowadziliśmy jedną szczerą rozmowę rozciągnięta na 2 długie tygodnie, to był bardzo męczący czas i jednocześnie definitywny koniec naszego 4-letniego związku. Okazało się że byłam z człowiekiem którego w ogóle nie znałam, który zareagował na pewną sytuację w sposób jakiego się w życiu bym po nim - głęboko wierzącym katoliku - nie spodziewała.

Wydawało nam się, że jestem w ciąży. Dwa tygodnie żarliśmy się niemożliwie, po jednej stronie była jego kariera zawodowa i pozbycie się problemu, po drugiej moje stanowcze nie, nic od ciebie nie chcę, tylko zostaw mnie w spokoju i gdyby się okazało że jestem w ciąży to za nic w świecie nie pójdę na żaden zabieg, bo nie umiałabym z tym żyć. Najbardziej upokarzającą rzeczą po kilku latach wspólnego życia był fakt, że zostałam zmuszona do zrobienia sobie testu ciążowego przy nim, bo nie wierzył mi że w ciąży jednak nie jestem...

Czas dorosnąć do pewnych rzeczy. Nauczyć się rozmawiać o rzeczach niekoniecznie przyjemnych, tylko po to by później nie okazywało się, że nie znamy kogoś, z kim jesteśmy. Czas nauczyć się wybaczać to co wybaczyć można i skreślać tych, którzy nie zasługują na kolejną szansę. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo i przyjemnie.


nie-codzienna 2009-11-14 16:34:57 skomentuj (4)
274.

Wszystkie bajki mają to do siebie, że kiedyś się kończą.

I niekoniecznie jest to happy end...

 

Mężczyźni mnie czasami osłabiają. Wieczorem wszystko było w najlepszym porządku, rano też, a już popołudniu to jednak nie to i się rozchodzimy. Nie jestem typem, który się awanturuje i docieka, ubrałam buty i wyszłam bez słowa. Swoją reakcję uzewnętrzniłam w domu wyjąc przez pół dnia i zachodząc w głowę cóż JA takiego zrobiłam. Wieczorem 20 nieodebranych połączeń i skamlenie mailowo - gadulcowe pt. spotkajmy się i porozmawiajmy.

- chciałeś rozmawiać, to mów

No i powiedział, że tak naprawdę to jemu jest dobrze, ale się boi że go zostawię, zranię, że kiedyś już po 6 latach coś takiego przeżył, a nie chciałby drugi raz tak samo. Myślał że jak się rozstaniemy to nie będzie się bał zranienia, a wyszło na to że jest jeszcze gorzej, bo tęskni, bo mu zależy, bo głupio zrobił przemyślał wszystko i bardzo prosi o drugą szansę. 

I co ja mam z tym baranem jednym zrobić..?!


nie-codzienna 2009-11-07 13:42:29 skomentuj (13)
273.

Z przykrością stwierdzam, że rozmowy na temat pracy (a co za tym idzie i podejścia do życia) z większością moich rówieśników najzwyczajniej w świecie mnie wkurwiają. Nóż mi się w kieszeni otwiera jak słyszę coś na kształt po co ty się tyle uczysz i pracujesz, nie lepiej być utrzymywaną przez rodziców i trochę się zabawić? Ustalmy sobie coś, mamusia przestała mnie utrzymywać kiedy skończyłam 16 lat, a i jakoś nigdy specjalnie imprezowa nie byłam. Do pracy chodzę przede wszystkim dla pieniędzy, jak każdy. Jeśli ktoś chodzi do pracy z innego powodu to a) ściemnia i b) skoro mu nie zależy na kasie to ja chętnie podam numer konta. Mój własny, żeby nie było wątpliwości.

Dzisiejsza notka jest sponsorowana przez znajomego, mojego rówieśnika, który skończył studia, a pracuje jako akwizytor, bo O IRONIO! bez doświadczenia zawodowego gdzie indziej nie chciano go przyjąć - zatem studia mu się do niczego nie przydały. Patrząc kilka lat wstecz ja latałam na zajęcia, a po wykładach lazłam do gazety, w której odbywałam staż. On nazywał to niepotrzebnym zabijaniem się i wykrętami od imprezowania, a ja zdobywaniem doświadczenia, które O IRONIO! przydało się kiedy szukałam pracy. Jego utrzymują rodzice, bo on zarabia grosze, ale nie przeszkodziło mu to w wyprowadzce na drugi koniec Polski i ożenku oczywiście zgadnijcie kto za wszystko zapłacił..?

Grunt, że on jest szczęśliwym człowiekiem, chociaż jak mamusia nie prześle kasy to nie mają co z żoną do garnka włożyć, czy za co opłacić mieszkania. Ja jestem nudna, bo nie zarwę nocy ponieważ rano idę do pracy, albo na zajęcia i z całą pewnością jestem okrutnie nieszczęśliwa.


nie-codzienna 2009-11-03 19:40:57 skomentuj (7)
272.

Siedzimy wczoraj u dziadków - rodziców mojego ojczyma. Padre podpuszcza dziadkowego psa

- no dalej Tina pilnuj - pokazuje na mnie - no tu pilnuj :)!

No to Tina pilnowała, tak skutecznie że ugryzła mnie w rękę jak się ruszyłam...

Oj foch będzie długi.


nie-codzienna 2009-11-01 09:35:05 skomentuj (3)
271.

Wracamy z cmentarza, czwórka wariatów zamknięta w blaszanej puszce zwanej autem. Zbliżamy się do salonu BMW

- a teraz drodzy państwo spójrzcie na lewo, tam stoi mój samochód :) - podnieca się braciak

- dziecko zanim ty go wykupisz to już się zdąży skorodować... - realizm matki rodzicielki jest powalający

Całą drogę rechotałam, a brat się sfochał :)


nie-codzienna 2009-10-31 21:44:35 skomentuj (1)

Zakluczone
Korporacyjna
Lecter
Kornik
Konfliktowa

Panowie
Pielgrzym
Mężczyzna gotujący
eM.
Ostry dyżur
OP
Morfeusz
Dr Jot

Panie
Green Emili
Zza okularów
Żona Grafika
Macierzanka
Foksal
Mała Stokrotka
Dziękuję-postoję
Skaf
Zmorka
Dags
Zla kobieta
Annablack