Umowilismy sie na drinka z moimi znajomymi. Nastepnego dnia z samego rana awantura i foch. Jego dodam. Caly dzien zero odzewu, jakbym nie istniala, jakby jego nigdy nie bylo, jakbysmy nie istnieli. Trudno – czyli jednak przegralismy ta wojne. Wychodze, zamawiam drinka, dzwoni on że chyba jednak foch mu przeszedl. 

Przyszedl, zostal do samego konca z nami, troche jeszcze sfochowany, troche moj. Myslalam ze dal sobie spokoj, a jednak… Zaskoczyl mnie.