W dalszym ciągu dni lepsze przeplatają się z gorszymi. W najbliższych dniach będę się dodiagnozowywać co wystarczająco ściska mi dupę, a jeszcze staram się pracować. Prezes umówił mnie na spotkanie na szczycie z moimi ulubienicami w dniu gorszym niestety. Zaznaczałam, że czuję się średnio, więc jeśli I. zacznie zbytnio odbiegać od tematu to jej wsadzę palec w oko. Było do przewidzenia:

- a bo ja czytałam o takiej sytuacji (która u nas nie ma miejsca, ale można przecież poteoretyzować nieprawdaż?) i ciekawa jestem co ty być wtedy zrobiła? – zaczyna

- I. nie mieszaj niepotrzebnie, nie będziemy rozmawiać o niczym, bo to nie ma w tej chwili sensu - zgasił ją Prez

- a I. to się przygotowała, przyniosła broszurki, ustawę, notatki, a Ty jesteś taka nieprzygotowanapokręciła nosem moja ulubienica

- ja mam mózg i nie zawaham się go użyć ;)

I poprowadziłam godzinne spotkanie z głowy, bez niczego, z marszu. Dało się.