Mamusia (bardziej moja, ale pies najwyraźniej uważa, że współdzielona) wyjechała na wywczas i zostawiła księżniczkę na mojej i tylko mojej (nie)łasce. W związku z powyższym pies odmówił między innymi:

- spożywania pokarmów, które mu w tym ukropie z poświęceniem gotuję, a ona przychodzi, wącha i idzie dalej nawet nie umoczywszy pyska,

- spania w nocy, dzięki czemu i ja przez ostanie 2 dni przespałam łącznie 5 godzin i jestem lekko nieprzytomna,

- rozumu i cierpliwości, co owocuje obszczekiwaniem wszystkiego i wszystkich na przykład o 3 w nocy, lub radosnym komunikowaniem – tym razem dla odmiany o 2 w nocy – że rusz dupsztala, idziemy na spacerek.

Nie wiem, która z nas pierwsza padnie, ale śmiem obstawiać, że ja, bo ten suk zapewne się wysypia, kiedy ja pracuję ;>

A mamusia na kolejny wywczas dostanie psa w gratisie, bo ani działka nie pomaga, ani babcia najukochańsza, ni inne atrakcje.