nie-codzienna

Verba volant, scripta manent

Wpisy z okresu: 10.2014

Umówiłam się do chirurga szczękowego – tak, moja ulubiona rozrywka – niestety zaistniały okoliczności, które znacząco przyspieszyły termin wizyty.  Informuję, że jednak będę musiała wziąć wolne wcześniej (nota bene mam jeszcze 25 dni tegorocznego urlopu…)

- przecież miałaś iść za 2 tygodnie

- wiem, ale jednak muszę iść już teraz

- ale miałaś iść za 2 tygodnie!

Kierowniczka wkurwiona, bo nie przewidziałam, że zrobi mi się stan zapalny 2 tygodnie przed umówioną wizytą. Moja wina.

- ok rozumiem, że w czwartek ma pani wizytę i wolne, ale po co pani wolne w piątek? – błysnął prez

- no nie wiem, może będę miała założone szwy, spuchniętą gębę, gorączkę, itp atrakcje niekoniecznie pożądane w pracy?

Tu już przewidziałam wszystkie okoliczności „po”. Jest cudownie, mam nadzieję, że to mój ostatni raz u chirurga szczękowego.

 

Dalsza część atmosfery szacunku, wzajemnego zrozumienia i wspaniałej współpracy.

Zostałyśmy poproszone o załatwienie czegoś bliskiej nam osobie. Coś załatwić można w godzinach, w których ja pracuję, a moja matka chwilowo przebywa w domu, więc bez problemu mogłaby to zrobić, ALE z miejsca znalazła tysiąc powodów – coraz bardziej irracjonalnych – na nie. Kurwa ręce mi czasami opadają, jak łatwo jej przychodzi przechodzenie z „pomóż mi” do „ja tobie nie zamierzam pomagać, bo nie”. Zwolnię się jutro z pracy wysłuchując przy tym „no skoro musisz” i pojadę, załatwię. Nienawidzę czegoś takiego.

Bo ona ma żal do wszystkich, gdyż jej dziecko ukochane marnuje sobie życie rzucając wszystko w pizdu i emigrując na frytownicę. Niech jedzie, jego brocha.

Młody wyjechał, a pies celebruje depresję

- dziwna jest, widzisz chyba ma depresję – rzekła matka

- malutka jutro kupię ziółko, zajaramy sobie to ci się poprawi ;)

- akurat teraz jak zaczęłam antybiotyk brać?!

- a co Ty też chciałaś?!

Nie wiem z czym ona ma ten antybiotyk 8-O

Nowy rok jak Państwo wiedzą przywitałam pięknym 3-tygodniowym atypowym zapaleniem płuc, a jaki nowy rok, to tak się to jebaństwo wlecze już 10 miesiąc…

W weekend od dawna wyczekana wizyta w stolnicy celem zachwytów nad cyrkiem, cała noc przed przerzygana, droga do i z przespana pod kocykiem dla efektu wzmocniona dreszczami gorączkowymi. Żyć, nie umierać. Powoli dojrzewam do konieczności wykonania gastroskopii, miałam, znamy się i nie tęsknię, ale gorączkowo-bólowo-rzygająco się długo nie da.

Cyrk jak zawsze GENIALNY i bardzo żal mi dupę ściska, że nie mieszkamy w Las Vegas, bo wtedy mogłabym obejrzeć wszystkie przedstawienia (uprzednio produkując sobie worek $, ale to inna inszość).


statystyka
  • RSS
  • Blip