Umówiłam się do chirurga szczękowego – tak, moja ulubiona rozrywka – niestety zaistniały okoliczności, które znacząco przyspieszyły termin wizyty.  Informuję, że jednak będę musiała wziąć wolne wcześniej (nota bene mam jeszcze 25 dni tegorocznego urlopu…)

- przecież miałaś iść za 2 tygodnie

- wiem, ale jednak muszę iść już teraz

- ale miałaś iść za 2 tygodnie!

Kierowniczka wkurwiona, bo nie przewidziałam, że zrobi mi się stan zapalny 2 tygodnie przed umówioną wizytą. Moja wina.

- ok rozumiem, że w czwartek ma pani wizytę i wolne, ale po co pani wolne w piątek? – błysnął prez

- no nie wiem, może będę miała założone szwy, spuchniętą gębę, gorączkę, itp atrakcje niekoniecznie pożądane w pracy?

Tu już przewidziałam wszystkie okoliczności „po”. Jest cudownie, mam nadzieję, że to mój ostatni raz u chirurga szczękowego.

 

Dalsza część atmosfery szacunku, wzajemnego zrozumienia i wspaniałej współpracy.