W telewizorni wypowiada się pani dyrektor szpitala – w temacie protestów lekarzy – „społeczeństwo dostrzega dziurę budżetową i chce wprowadzenia współfinansowania usług medycznych„.

Nie wiem z jakim społeczeństwem pani dyrektor ma kontakt, bo z mózgiem to chyba jednak nie ma. Ja jako społeczeństwo, któremu pracodawca poskąpił prywatnej opieki medycznej i co miesiąc wypłaca raczej jałmużnę niż wypłatę mogę pani dyrektor szpitala powiedzieć, że społeczeństwo:

1. nie ma hajsu z tej jałmużny na opłacenie abonamentu w prywatnej opiece zdrowotnej

2. co miesiąc notuje znaczny odpływ gotówki na tzw. „składkę zdrowotną”, więc tym bardziej ma w dupie współfinansowanie, mimo tego

3. kiedy jest chore to nie sposób dostać się do jeb***ej przychodni, gdyż trzeba zapisać się 2 tygodnie wcześniej, a skoro nie posiada się zdolności przewidywania przyszłości to zawsze pozostaje

4. opieka nocna i świąteczna, która ochoczo na większość chorób przepisze amoksycylinę, niezrażona sugestią społeczeństwa, że ma wszystkie możliwe skutki uboczne

A mówimy tylko o interniście. Specjaliści z uwagi na czas oczekiwania liczony – wersja optymistyczna – w miesiącach prywatnie.

Społeczeństwo nie zapomni służbie zdrowia kiedy to – gdyby nie znajomości – stanęłoby przed koniecznością ściągania gipsu u prosektora, bo tylko on miał odpowiednie narzędzia i czas, gdyż społeczeństwo nie przewidziało w maju kiedy były zapisy na lipiec, że w czerwcu złamie nogę i po 6 tygodniach będzie chciało zdjąć gips…