Na studiach będąc dostałam propozycję przeniesienia się na inną uczelnię pod skrzydła mojego promotora i robienie doktoratu. Aczkolwiek wydawało mi się, że trochę to bez sensu, bo jak będę miała 30 lat to na pewno będę skupiona na mężu i dziecku, a nie karierze naukowej. I miałam rację – wydawało mi się.

Okazuje się, że najbliższy czas będzie trochę drogą przez mękę ze sporymi zmianami na każdej płaszczyźnie. Wszystkiego się spodziewałam, ale nie tego, że w wieku 30 lat będę zaczynała wszystko (lub w wersji bardziej optymistycznej prawie wszystko) od początku.

Jedyny plus jest taki, że mam jeszcze czas żeby się na to nastawić psychicznie i zrobić potrzebne mi kursy.