nie-codzienna

Verba volant, scripta manent

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Ten cielak mnie rozwala, istnieje milion sposobów na które można zaanektować łóżko. Czyjeś, bo swój kojec to zło konieczne, które zresztą zostało zeżarte na samym początku bytu.

Można na panią i władczynię, a służba niech śpi w nogach. Ewentualnie.

2014-06-06 20.36.26

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Można na boczku, słodziutko, z bębenkiem przygotowanym do miziania.

 

IMAG0029

 

 

 

 

 

 

 

 

Wystarczy zbliżyć się na (nie)bezpieczną odległość, a bębenek zostaje chętnie oddany w użytkowanie niewolnicze.

 

2013-11-23 16.02.00

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Można też leżeć z dupą do góry. Wszak księżniczkom wiele wolno.

 

2013-11-27 22.45.56

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie ogarniam. Z kotem nie było takich cyrków. Kot na mnie nie warczał kiedy chciałam dostąpić zaszczytu udostępnienia kawałka MOJEJ kołdry ;>

Moja dentystka i jej asystentka to wredne baby, które doprowadzają mnie do płaczu.

 

Zapomniałam o ostatniej wizycie

- chłop mój ma rację, mam już demencję… – składam samokrytykę

- a my myślałyśmy, że pani w ciążę zaszła

- jak ja chciałam zajść w ciążęopowiada asystentka - to rzuciłam palenie

- nie wiem jak to było kiedyś, ale teraz po prostu uprawia się seks ;)płaczemy – chociaż sama nie wiem, możemy to my coś źle robimy, w końcu to pani ma dziecko, a nie ja :P

 

Dalej o dziecku

- i coraz częściej słyszę zróbmy sobie dziecko, a jak będzie wyło po nocach to będę do niego wstawał, jasne to tak samo jak z psem, kupmy sobie pieska, będę z nim wychodzić, ale jak przywali -15 to wszystkim mięknie rura i jakoś nie widać chętnych to spacerowania ;>

 

O marcowej opaleniźnie pokanarskiej

- wróciliśmy do pl, kupowałam coś na rynku i pani mi mówi, że dziś takie słoneczko, niby zimno, a jednak może spalić – tu obejrzała moją opaleniznę – a pani to też gdzieś sprzedaje, nie? – zlewają

- w podobnym tonie, mój mąż (neurochirurg) po dyżurze w „firmowym” wdzianku podjechał na stację zatankować, coś tam grzebie przy aucie, podchodzi do niego facet z pytaniem „może mi pan zatankować?”płaczemy

 

W moje urodziny

- ooo dziś są pani urodziny i spędzamy je razem :)

- a co będziemy sobie żałować, walentynki też razem spędzałyśmy ;)

- Ala pokaż pani, że jesteśmy przygotowane na taką okazję ;)i postawiły mi takie coś

 

Sama się obsługuje z ssakiem i serwetą

- pani u nas to się czuje jak u siebie, nie ;)?

- a jak, tyle w was zainwestowałam, że czuję się jakbym była udziałowcem połowy gabinetu ;)

 

Uwielbiają moje włosy i pazury

- Ala ja panią usypiam, a Ty obcinaj włosy, zrobimy sobie treskispoglądam złowrogoto jest niegodziwe mieć takie włosy i paznokcie ;>

- za to zęby mam chujowe, równowaga w przyrodzie musi być ;)

Pies mój korzystając z okazji bardzo chętnie tarza się w gównie czym doprowadza mnie do stanu kurwicy. Opowiadam mu, że ta małpa znów niepostrzeżenie rzuciła odwłok w świeżutkie guano

- no i czemu ona tak robi?

- zapytaj jej, podobno psy myśliwskie tak mają, że przykrywają tym swój zapach dla zmyły zwierzyny*

- to ona chodzi na polowanie ;)?

- nie, na razie ćwiczy kamuflaż jak widzisz…

 

* a jak wali gównem na kilometr to wcale jej nie czuć, karwa, nic a nic

Próbuję zrobić Jemu urodzinową niespodziankę. W tym celu muszę go zwabić podstępem nad morze i zarezerwować co mam do zarezerwowania. Staram się ustalić termin. On węszy, a po co, a dlaczego, przecież byliśmy, nie powiem kiedy możemy jechać, skoro nie wiem dlaczego mamy jechać. Jpd i weź tu człowieku bądź kreatywny i zaskocz swą połowę. Ubiję Go chyba przed tymi urodzinami :-|

Swego czasu pod wpływem żagli będąc uzgadnialiśmy sprawy związkowo-finansowe

- a u Was jak to jest? - zapytała zaobrączkowana kumpela

- to proste, moje pieniądze są moje, a jego są nasze ;)

- no to żeś się stary wjebałpoklepała go pocieszająco po plecach

 

Przypominam mu, że powinien mamie zakupić kwiat.

- a do życzeń też mam cię dołączyć?

- no raczej

- a do rachunku za kwiaty też cię dopisać ;)?

- no chyba już mnie dopisałeś, NASZYMI w końcu zapłaciłeś ;)

- racja :p to jeszcze z NASZYCH ci auto ubezpieczę, mogę ;)?

Ostatnio rozłożył mnie niedoszły maturzysta, któremu MPK zrujnowało karierę naukową.

Teraz dla odmiany moja nowa gwiazda, pracownicza.

- słuchaj możesz pani sprawdzić do kiedy ma zapłacone?

- mogę, ale nie mam dokumentów z tego okresu, a pani coś ma?

- no ma, fakturę

- mhm, i co ma tam napisane?

- opłacono na lata 2000-2020 r.

- …

- to do kiedy ma opłacone?

Zgadnij, kuźwa.

Mam nieodparte wrażenie, że reforma edukacji spowodowała jakieś poważne zaburzenia w używaniu mózgu.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Pojechaliśmy na wywczas,  pięć i pół godziny lotu i inny świat. Klimatycznie również, co odczuwam boleśnie do dziś. Nie ogarniam jak można tak się spalić nie opalając się, a do tego stosując namiętnie mazidła z filtrem 50. W akcie desperacji gotowam była dogadywać się w aptece w ichniejszym narzeczu, aby tylko dali mi coś po nazwijmy to delikatnie drastycznym opalaniu.

Ja rozumiem, że oni mają inną mentalność, ogólnie mają wywalone na wszystko i nie spieszą się, ale powrót do domu to była szkoła przetrwania. Lot o 12,30 został trzykrotnie przełożony ostatecznie na 22.05 – co okazało się awykonalne, bo równo o 22 pojawiliśmy się na lotnisku, a gdzie odprawa. Polecimy o 0,40. Ok, zasiedliśmy w samolocie i okazało się, że nie ma dokumentów. Czekamy. Dokumenty dotarły, a my nadal stoimy. Pilot informuje nas, że jednak dotankują paliwo, bo może się okazać, że nie będziemy mogli lądować w Wawie… Mieliśmy lądować o 19, a ostatecznie dotarliśmy dzień później prawie o 8.

Mimo wszystko było warto.

Ci ludzie mnie kiedyś wykończą…

 

Początek miesiąca w pracy, uwaliłam se że może na urlop bym poszła na 6 dni, pytam zatem

- możesz iść10 minut późniejchyba cię pogięło! a kto moje rozliczenia zrobi?! nie możesz iść

- A. zrobi, no sorry ale tak czy siak musi się tego nauczyć – jeb telefonem godzinę później

- idziesz na 2 tygodnie urlopu

- 6 dni wystarczy, będę znowu miała zajebiste zaległości

- idziesz na 2 tygodnie i koniec, bo masz jeszcze urlop z zeszłego roku

No to uczę A. tego, co wiedzieć powinna i idę, informuję, że w razie „w” mogą do mnie dzwonić do dziś, albo pisać maile cały czas. Ciszę przerywa sms od kolegi z pracy:

Czego nie zrobiłaś, lub czego zapomniałaś przekazać, że firma się wali a kierowniczka kurwuje na pół dzielnicy?

Dowiem się jak wrócę, zapewne jest wkurwiona „bo musi za mnie zapierdalać„.

 

Matka od kilku dni przebąkuje coś o wyjeździe. Dziś rzuca bombę, wszystko już sprawdzili, zaplanowali, teraz czekają aż im urosną jaja żeby to zrobić. Ależ nie zostanę absolutnie sama, zostawią mi psa i mieszkanie (i rachunki – no tak oni podpisali kilkuletnie umowy, ale skoro nie będą korzystać, to nie zamierzają partycypować), no i dziadków, którzy niestety są coraz starsi i z tygodnia na tydzień potrzebują coraz więcej opieki. Wspaniale.

 

Idę się dopakować i wyjeżdżam odpocząć. Może ja też powinnam rzucić wszystko w pizdu i się wyprowadzić? Tylko dziadków szkoda.

W dalszym ciągu dni lepsze przeplatają się z gorszymi. W najbliższych dniach będę się dodiagnozowywać co wystarczająco ściska mi dupę, a jeszcze staram się pracować. Prezes umówił mnie na spotkanie na szczycie z moimi ulubienicami w dniu gorszym niestety. Zaznaczałam, że czuję się średnio, więc jeśli I. zacznie zbytnio odbiegać od tematu to jej wsadzę palec w oko. Było do przewidzenia:

- a bo ja czytałam o takiej sytuacji (która u nas nie ma miejsca, ale można przecież poteoretyzować nieprawdaż?) i ciekawa jestem co ty być wtedy zrobiła? – zaczyna

- I. nie mieszaj niepotrzebnie, nie będziemy rozmawiać o niczym, bo to nie ma w tej chwili sensu - zgasił ją Prez

- a I. to się przygotowała, przyniosła broszurki, ustawę, notatki, a Ty jesteś taka nieprzygotowanapokręciła nosem moja ulubienica

- ja mam mózg i nie zawaham się go użyć ;)

I poprowadziłam godzinne spotkanie z głowy, bez niczego, z marszu. Dało się.

Wkroczył nowy rok i człowiek wziął i się postarzał w mgnieniu oka.

Najpierw zaatakowało mnie zapalenie płuc, które trwało łącznie cztery antybiotyki i trzy tygodnie. Luz, kurwa, taki mieliśmy sylwestra i styczeń.

W lutym przerabiam zajebiste bóle brzucha kończące się jebnięciem na środku ulicy, niemożność jedzenia (co jest prawie pozytywne ze względu na dupę) i częste wizyty na SORze gdzie sobie radośnie wiszę na kroplóweczkach opioidowych. Nie powiem pomagają, problem pojawia się jak przestają działać, bo cały kosmos zaczyna się od początku.

W ramach podnoszenia ciśnienia pani dochtór po 4 antybotach i prześwietleniu całego brzucha zaczęła domniemywać czy przypadkiem nie jestem w ciąży. Nie powiem zrobiło mi się lekko nieprzyjemnie kiedy uświadomiłam sobie powagę sytuacji. Beta hCG na szczęście powiedziało, że nic z tego. Za to posiadam torbiel, która niestety nie jest przyczyną mego cierpienia.

Po kilku wizytach na SORze i braku rozwikłania zagadki bólowej zapytałam wujka googla co on o tym sądzi. I wujek podpowiedział, ja wzięłam i przechodzi. Nikt nie wpadł na to, a deklamowałam swoje przygody ostatnich dwóch miechów, że hurtową ilością antybiotyków mogłam sobie rozjebać całą florę bakteryjną i rzeczywiście w takiej sytuacji ma prawo napierdalać mnie człowiek wewnątrz. Cudownym środkiem po mdleniu z bólu włącznie okazał się probiotyk za kilkanaście zł.


statystyka
  • RSS
  • Blip