nie-codzienna

Verba volant, scripta manent

Zamówiliśmy paczkę poleconym priorytetem, po tygodniu dzwonię do nadawcy z zapytaniem gdzie jest paczka. Pan się przejął, podał mi numer przesyłki, sprawdziłam na stronie poczty i okazało się, że 5 dni temu była już awizowana. Oczywiście, zgodnie ze zwyczajem naszego listonosza, awiza nie było. Dzwonię na pocztę zapytać czy jest, ależ jest, oni są zdziwieni że nie została odebrana. No kurwa może nie została odebrana, bo nie wiedzieliśmy, że już doszła. Idę na pocztę urwać im łeb

- dowód poproszę i awizo

- nie mam awiza, bo listonosz notorycznie nie raczy nam go zostawiać, poza tym chciałam złożyć skargę

- aaa to pani wczoraj dzwoniła, ja odłożyłam paczkę, czemu pani wczoraj nie przyszła? - a co cię kobieto to interesuje? każą mi iść do pani naczelnik, która zamiast przeprosić i zapewnić, że to się więcej nie powtórzy wprawia mnie w stan na „wu” głupio się tłumacząc

- no w tym okresie akurat nie było waszego listonosza

- no i co w związku z tym? jak nasz listonosz jest na urlopie to przesyłki w ogóle nie są dostarczane nikomu?

- no nie, ma zastępstwo, ale ja już wczoraj rozmawiałam z listonoszem i powiedział mi dlaczego taka sytuacja zaistniała, bo państwo macie niesprawny domofon i nie mógł zostawić awiza - triumfuje, a przynajmniej tak uważa

- my nie mamy niesprawnego domofonu, my nie mamy go w ogóle

- państwa obowiązkiem jest udostępnić skrzynkę :)

- po pierwsze ja tej skrzynki nie demontuje i nie trzymam pod kluczem, po drugie proszę mi pokazać jakiś przepis regulujący to, o czym pani mówi, nie sądzę żeby istniał skoro spółdzielnia montując skrzynki pocztowe zrobiła to ZA domofonem, po trzecie listonosz może zadzwonić do kogoś innego  i zostawić awizo

- nie, listonosz nie jest od dzwonienia po sąsiadach

- czyżby? jak brat dostawał rentę i odpalał listonoszowi kilka złotych, to mimo że nie mieliśmy domofonu nie było problemu z wejściem

- no ale skoro nie macie domofonu i listonosz nie może wejść zostawić awiza to skarga jest niezasadna

- ok, proszę mi wytłumaczyć czym my niemający domofonu, więc nie otwierający drzwi różnimy się od ludzi, którzy domofon mają, ale też nie otworzą, bo nie ma ich w domu? im może zostawić awizo, a nam nie? czy pani dostrzega brak logiki w pani wyjaśnieniach?

Dostrzegła. Po prostu facet się przyzwyczaił, że zwykle nas nie ma, więc nie zadaje sobie trudu żeby w ogóle zabrać przesyłkę, czy zostawić awizo, bo w sumie po co, skoro możemy sobie sprawdzić na stronie poczty czy doszła. Tylko do tego trzeba znać numer przesyłki, mieć czas i ochotę żeby latać na pocztę po coś, za czego dostarczenie się zapłaciło.

 

Trzeci dzień z rzędu się żegnamy. W sobotę zrobiliśmy wódkę, dzięki czemu w niedzielę wisiałam smętnie nad ciastem, dziś miałam siłę tylko płakać. Pies pakował się razem z nimi do walizek, dziadkom wzruszenie odebrało zdolność mowy, a ja wciąż nie mogę uwierzyć, że będą tak daleko.

Dostałam wymarzoną propozycję pracy, tyle że 200 km od domu, opowiadam mu

- no to chyba świetnie, nie? w razie czego się przeprowadzimy, 200 km to nie koniec świata

- no niby tak, tylko ja się zastanawiam czy obecnie nie mam innych priorytetów życiowych niż zarzynanie się w korpo

- no ale oni się chyba liczą z tym, że możesz w najbliższym czasie chcieć mieć dziecko?

- niekoniecznie

- to kiepsko, ale to nie są pierwsi, którzy cię werbują

I oby nie ostatni.

Trzeba mieć zajebistego pecha, żeby w górniej granicy wieku występowania okazało się, że jesteś chory na paskudną, postępującą i nieuleczalną chorobę, w której stara się leczyć tylko występujące objawy, bo choroby jako tako wyleczyć się nie da.

- jadę się leczyć, tam będę miała zdecydowanie lepszą opiekę niż w pl, (…) mogłabyś się pospieszyć z decyzjami życiowymi, bo nie wiem jak długo jeszcze będę…

W głowie mi się nie mieści dlaczego trafiło akurat na osobę, która z całej mojej rodziny prowadzi najbardziej higieniczny tryb życia.  Cały weekend przeryczałam i jeszcze mi nie przeszło. Świadomość tego jak wygląda koniec wcale mi nie pomaga. Powiedzieć, że będzie dobrze kiedy nie ma cudownego lekarstwa..?

O psie
- ten pies to ma najebane gatunkowo

- czemu?

- Ty mówisz do niej żabko, ja myszko, mama rybko

- no, a ona tak naprawdę jest kotkiem ;)

 

Jego pracownica urodziła dziecko i zadzwoniła mu się pochwalić, ja zazdrosna relacjonuję matce

- wyobrażasz sobie żeby pracownik dzwonił do szefa chwaląc się tak osobistą chwilą?

- nie pierdol, też byś zadzwoniła do swojego preza się pochwalić

- my to co innego

- jasne

 

O lubczyku, który namiętnie hoduję
- po co Ci ten lubczyk, dosypujesz mi do jedzenia?

- jeszcze nie muszę, słyszałeś reklamę, że sprawność seksualna spada po 40 roku życia, więc jeszcze kilka lat Ci zostało;)

- aaaa na razie się przygotowujesz i rozmnażasz

- dokładnie, a później będę Cię na nim pasła, będziesz go dostawał na śniadanie, obiad i kolację ;)

A propos poprzedniego posta…

Dzwoni mój kuzyn z wiadomością, że ktoś mu ukradł portfel, karty, dowód, prawko, legitymację i kasę.

- ok, robimy tak, dzwonisz na informację zapytać czy ktoś nie znalazł portfela, potem do banku zablokować kartę (mamy ustawiony chory limit debetu, a wyjąć kasę i zrobić debet na karcie zbliżeniowej to mały pikuś), dzwonisz do mnie

Kartę zablokował, portfel z dokumentami odzyskał, bo ktoś znalazł, ten sam ktoś potrącił sobie znaleźne

- walić kasę, grunt że dokumenty masz, do matki dzwoniłeś?

- dzwoniłem, ale powiedziałem, że zgubiłem, ale już znalazłem, po co ma mi gadać…

- rozumiem, jutro przyjedziemy do Ciebie, powiedz ile potrzebujesz kasy

Swoją drogą niezłe znaleźne ktoś miał.

Rodzina jaka jest każdy wie. Czasami wkurwia, mędzi, irytuje do wyrzygu, ale JEST.

Moja rodzina dla mnie składa się z części linii królowej-matki, linia ojca jakoś nigdy nie była z nami specjalnie emocjonalnie związana, a już w ogóle poszła w pizdu, kiedy ojciec w niewyjaśnionych okolicznościach zmarł, a matka mego ojca (zwana w niektórych kręgach kulturowych „babcią„, co mi przez gardło nie przechodzi) wygłosiła w okolicznościach pogrzebowo-cmentarnych płomienne expose dotyczące okoliczności śmierci jegoż (efektem mój mocno nieletni brat przestał mówić na całe 2 lata, taką traumę zafundowała dziecku „babcia„).

Wiem, że są typy towarzyskie, które żyją głównie ze znajomymi, ja jestem typem aspołecznym, który żyje głównie z rodziną i vice versa. Zatem kiedy 1/4  polskiej całości poinformowała nas, że rzuca wszystko w diabły i udaje się za wielką wodę to jakoś nie mogę sobie tego poukładać. Za wielką wodą mieszka jakieś 90% linii królowej-matki, a w pl zostaniemy tylko my i dziadkowie…

Wiem, że mamy XXI wiek, internet, telefony, samoloty, itp. i ja bardzo chętnie sobie do nich polecę, ale nie oszukujmy się, że jest cudownie. Z doświadczenia wiem, że część zza wielkiej wody przylatuje do pl raz na 10 lat, bo jest drogo, bo wbrew pozorom nie jest to kraina mlekiem i miodem płynąca i raczej niechętnie dostają urlopy na międzykontynentalne wycieczki. Wyobrażacie sobie te kameralne uroczystości rodzinne pt. my i dziadkowie? Te wszystkie święta, urodziny, imieniny..? I żart z gatunku „bynajmniej będziesz mogła powiedzieć, że cała rodzina przyjechała na twój ślub” jakoś mnie nie bawi w odniesieniu do tych 6 osób, które zostają tu na miejscu.

Czytam gazetę, a tam artykuł o żonach będących na utrzymaniu męża

- co czytasz?

- artykuł o tym jak przejebane jest mieć męża

- ooo jak będziesz dochodziła do takich wniosków to zabronię Ci czytać tego feministycznego szmatławca

Żalę się telefonicznie mojej koleżance jakież mnie nieszczęście spotkało

- no i po tym wygrzewaniu się na plaży powróciliśmy na łono domu, a mnie przyatakowały febry, cała górna warga, dolna i pod dolną, a jakżeby inaczej, też

- pierdolisz! TAM TEŻ?!

- na ustach, kurwa…

Widocznie „dolna warga” kojarzy się koleżance jednoznacznie ;)

Wcale mi do śmiechu nie jest, cały dziób zrobiony na Jolie, cokolwiek pite przez słomkę, a te wszystkie vratozoliny, zoviraxy, pasty cynkowe i compeed o kant dupy…

Zgodnie z nową świecką tradycją zaliczyliśmy występy gościnne w Ergo Arenie zachwycając się kolejny raz Cirque du Soleil. W dalszym ciągu są BOSCY i warci każdej złotóweczki. Dwie godziny nieopisanej dziecięcej radości i genialnego przedstawienia.

Później zupełnym przypadkiem znaleźliśmy się na występie Łowców.B, szczypiorek zaliczony ;)

A dalej utartym szlakiem morskie rybyyyy, ulubione gdyńskie pączki i sopocka kawa.

Weekendowy dzień dziecka normalnie ;)


statystyka
  • RSS
  • Blip