nie-codzienna

Verba volant, scripta manent

Umowilismy sie na drinka z moimi znajomymi. Nastepnego dnia z samego rana awantura i foch. Jego dodam. Caly dzien zero odzewu, jakbym nie istniala, jakby jego nigdy nie bylo, jakbysmy nie istnieli. Trudno – czyli jednak przegralismy ta wojne. Wychodze, zamawiam drinka, dzwoni on że chyba jednak foch mu przeszedl. 

Przyszedl, zostal do samego konca z nami, troche jeszcze sfochowany, troche moj. Myslalam ze dal sobie spokoj, a jednak… Zaskoczyl mnie.

Tak mi zwykla mawiac Marylka – mua rodzicielka – a ty sie mlodsza nie robisz z dnia na dzien. Tez mi odkrycie.

Kolejne proby, kolejne nadzieje, kolejne zwiazki. Bardziej i mniej udane. 

Jedna historia zycia w ktorej kochalam ponad wszystko i smierc mi zabrala przedwczesnie cale Szczescie. Kilka lat euforii, motylkow w brzuchu, wspolnych planow na przyszlosc i w jednej chwili trach… 

Kolejna w ktorej sie mijalismy: kiedy ja chcialam byc z nim, on mial kogo innego, kiedy on wracal, ja z kims bylam. I tak przez 3 lata, ranilismy sie wzajemnie, pojawialismy sie w swoim zyciu zawsze wtedy, kiedy tej drugiej stronie ta obecnosc mocno komplikowala zycie. A teraz rozmawiamy od czasu do czasu.

Byl tez zwiazek bardziej z rozsadku niz z milosci, 3 lata razem. Niby wszystko bylo ok, ale kazdego dnia gasl gdzies ten ogien wzajemnosci. Co ciekawe on jest dzis jednym z moich najlepszych przyjaciol.

Uklad byl rowniez, bo skoro spotyka sie z mezczyzna z ktorym i tak sie nie bedzie tak do konca to zwiazkiem tego nazwac nie mozna.

Gdzies miedzy nimi pojawil sie zazdrosnik, damski bokser. Do dzis nie dowierzam ze to bylam ja, wtedy, z nim. Tyle czasu kontrolowania, ktore jest upokarzajace, awantur – monologow, szarpania i meczenia psychicznego. Nigdy nie rozumialam kobiet, ktore pozwalaja sie bic i nie zostawiaja swoich oprawcow… jednak kiedy w gre wchodza uczucia jest calkiem inaczej. Otrzezwialam kiedy uderzyl mnie pierwszy i ostatni raz. 

Byl i taki ktore mnie pociagal intelektualnie, bardzo mocno. Zawsze uwazalam ze najseksowniejsza czescia ciala mezczyzny jest mozg, on trafil w samo sedno. A jednak oprocz zwodzenia mnie nic z tego nie wyszlo, bo byl skopany przez zycie i nie potrafil zaufac, a ja nie potrafie tak bez zaufania…

I ostatni. Tak bardzo podobny do mnie. Kobieta i mezczyzna z przeszloscia. Tak jakbysmy czytali sobie w myslach, ale popelnilismy blad i nawet nie wiem czy on chcialby powalczyc o nas. A skoro nie wiem to pewnie nie chce.

Wiec gdzie jest wlasnie TEN moj jedyny, bo czas ucieka jak mawia Marylka.

Od kiedy tylko pamietam szlismy w dwoch przeciwnych kierunkach. Ja postanawialam jedno, los smial sie szyderczo i odwracal kota ogonem. Zawsze na dwa przeciwlegle bieguny, ot taka zabawa z zyciem. Kazdy dazy do tego by byc ‚szczesliwym’, realizowac swoje plany, tymczasem mi sie nigdy nie udawalo. Chcialam jedno, wychodzilo calkiem co innego. Taka karma najwidoczniej.

Nauczylam sie przez te wszystkie lata chowac za maska obojetnosci, usmiechac sie przez lzy, pozornie dawac sobie rade. Jednak gdzies w srodku doroslej kobiety, ktora szydzi z zycia, siedzi mala bezbronna dziewczynka, ktora tak bardzo chce by ktos wzial ja za reke i pomogl przejsc przez kolejne przeszkody zyciowe, by byl ktos komu mozna zaufac tak do konca, powierzyc swoje leki i radosci i nie bac sie ze ktoregos dnia zostanie sie odrzuconym.

Sa takie sni w ktorych nie wierze ze stanie sie taki cud i taka osoba sie przede mna zmatrializuje i tych dni jest calkiem sporo. Niestety.

O zblazowaniu zyciem, codziennoscia.

Troche o mnie, troche o innych.

Kim niby jestem?

Zwyczajna kobieta, ze sporym bagazem zyciowym, ze wspomnieniami ktore czasami wywoluja usmiech, innym razem lzy. Kobieta ktora ma gorsze i lepsze dni, czasami mam ochote plakac z radosci, innym razem wyc z bezsilnosci. Jak kazdy. 

Kobieta ktora skonczyla juz edukacje, ma prace, swoje zycie, kurze lapki od usmiechania, kota pieszczocha i rozne zmartwienia.

Potrzebuje swojego ‚kawalka podlogi’ w ktorym moge byc po prostu i az soba. Bez czytajacych znajomych z reala, bo tylko tak bede mogla calkowicie zdjac maske.

Moje zycie, moja radosc, moja smierc. Cala, prawdziwa ja, choc tylko wirtualna.


statystyka
  • RSS
  • Blip